Są takie filmy.

Są takie historie,  czasem są to filmy,  czasem książki,  które chcą być obejrzane przeczytane czy wysłuchane, a które jakoś w życiu omijamy. Pojawiają sie w różnych okolicznościach, przy różnych okazjach; a to tytuł znany, a to książka popularna, a my gdzieś tam byśmy chcieli, a nie możemy się do nich zabrać.

Słyszymy o nich, co jakiś czas  pojawiają sie gdzieś koło nas, zaskakują, a nam, nie wiedzieć dlaczego, coś przeszkadza,  coś zniechęca.

W końcu  nas dopadają  i to w takim  miejscu i czasie, iż  ma się wrażenie jakby były specjalnie i dokładnie wyliczone i wybrane.Wygląda to jakby  wszystkie siły kosmosu się zmówiły:tak, teraz, mam cię, już się nie wymigasz .

Dziś właśnie dopadła mnie jedna z takich historii.Historia kobiety, której los, nie wiem, czy będący wytworem  wyobraźni pisarza Wiliama Styrona, czy też Zofia miała swój pierwowzór w rzeczywistości. W każdym razie to jej życie opowiedział Alan Pakula w swoim filmie, który nosi  taki sam tytuł jak książka :„Wybór Zofii”.

Mówię dopadła, bo to jest jedna z tych historii, które człowieka właśnie dopadają po czym zapadają. Głęboko. Nie znam książki, mam ją w bibliotece, parę razy się do niej zabierałam, ale jak dotąd nie przeczytałam. Nie wiem jak wierny jest scenariusz ale nie to jest ważne. Ważne, że sposób w jaki Pakula opowiedział ją mnie, i w jaki Meryl Streep zagrała Zofię Zawistowską, jest absolutnie mistrzowski. W filmie są tylko trzy postacie. Trzy osoby, jedna kobieta i dwaj mężczyźni, tworzą takie napięcie przez całe dwie i pół godziny filmu, że nie sposób momentami tego napięcia znieść.

 Oglądałam ten film  rano  od 7.30  włączyłam telewizor jak zwykle, żeby Swiss Jazz towarzyszył mi jak co rano, ale  odbiornik był akurat na kanale filmowym  i usłyszawszy lektora który podawał tytuł "Wybór Zofii" zatrzymałam się. Potem wszystko do siebie pasowało, to że tak wcześnie wstałam, co jest akurat u mnie normalne, ale to, to że nie zjadłam śniadania, żeby robiąc je, czegoś nie stracić, to u mnie rzadkie. Po otwarciu okiennic okazało się,  ze tego dnia słońce nie rozjaśniło poranka tylko zostało przysłonięte gęstą warstwą chmur. To też nie było bez znaczenia. Reszta jest milczeniem... jasnych oczu Meryl.

To właśnie Wiliam Styron autor, który mając 25 lat stworzył dzieło pt. Pogrążyć się w mroku", a ostatnia jego książka nosi tytuł "Ciemność widoma.Esej o depresji", powiedział w jakimś wywiadzie "Dobra książka powinna zostawić w tobie kilka doświadczeń i nieco wyczerpania.Masz, czytając przeżyć kilka żyć.”

Ja nie chciałabym przeżyć żadnego z tych, które spotkały Zofię, Polkę z Krakowa, córkę profesora uniwersytetu, żonę i matkę dwójki dzieci. To co ją spotkało w czasie wojny i jednocześnie pozwoliło przeżyć, jest trudne do pojęcia. Żadna z pojedynczych historii ludzi, którzy przeżyli wojnę, a których znam mnóstwo, nie dorównuje tragizmowi tej właśnie.

Wiem jedno, historia Zofii jest z tych, których nie chciałabym nigdy od nikogo usłyszeć np. w pociągu czy samolocie.


Całe to doświadczenie podsumowuje pytanie, które było i jest powtarzane często w różnych ale zawsze tragicznych okolicznościach.

 " Gdzie był Bóg?

Moja odpowiedzią jest kolejne pytanie  „Gdzie wtedy był człowiek?”

Ja mam swoje własne pytanie w tej sprawie, dlaczego miałam zobaczyć ten film właśnie tego dnia, tego ranka? Kilkanaście lat od jego powstania i kilkadziesiąt od wydania książki?

Na razie nie znam odpowiedzi.Na razie.



 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

NIE KONSUMUJMY FILMBURGERÓW

Emocje rosną.

Zaczynam się bać.