Zaczynam się bać.

Można  dokonać niezbyt trafnego wyboru filmu raz, jeśli ma się pecha, dwa razy, ale na siedem obejrzanych tylko jeden był wart fatygi. No ok, dwa.
Po weekendowym maratonie na siedem trzy okazały się produkcji izraelskiej i choć wszystkie w opisach miały różne historie, okazały się mówić o tym samym. O zwyczajnym życiu zwyczajnych ludzi w zwyczajnym kraju. Co by nie mówić, żadna z tych historii nie była filmowa, jeśli wiecie, co mam na myśli.

Ale jeśli ktoś chce się dowiedzieć jak wygląda dzień powszedni w Tel Avivie to może pójść na jeden z nich. Albo Antena, albo Sprawy osobiste albo Księżyc w dwunastym domu. Wszystkich oglądać nie warto.




Natomiast nie zawodzi kino europejskie. Dzisiejszy duński We krwi, był opowieścią jak najbardziej filmową, choć reżyser próbował podać ją jak zwykłą codzienną mordęgę studentów europejskiej stolicy, którzy męczą się najpierw na wykładach, potem na imprezach z alkoholowo seksualnym hajem i wygłupami na poziomie gimnazjum.Choć uważam, że pomysł spalił na panewce, to świetnie poprowadzone role i talenty aktorskie głównych bohaterów sprawiają,  że film się zapamiętuje.
Film, nie historię. Przekonuję się o tym ciągle.
Bo w kinie nie chodzi  o historię,  tylko sposób jej podania, czyli sztukę. Tak sztukę serwowania historii.
Jest jeszcze jeden godny uwagi. Bangaologia. Historia o Banga, stylu w modzie, na który jest teraz szał w Ameryce, szczególnie na zachodnim wybrzeżu, a który jest mocno, że tak powiem specyficzny. Mowa o Angolańczykach, obywatelach Angoli, kraju afrykańskiego, gwałtownie się bogacącego. Można się dowiedzieć czegoś o czarnej wyobraźni, białej chęci zarobienia na wszystkim i powszechnym w każdej szerokości geograficznej pędzie do wyróżniania się z tłumu. Przeglądamy się w próżnym lustrze i mrużymy oko. Przed oślepiającym migotem cekinów, w porozumiewawczym spojrzeniu. Bo to przecież takie śmieszne "dzikusy" w tych swoich papuzich kolorach.
Dla mnie kolejny dowód na to, że "życie i sztuka tworzą nierozłączną całość."
I znów nie zawiodły mnie Afryka i Skandynawia.
Czy możemy zrobić festiwal filmu skandynawskiego i afrykańskiego?
W jednym czasie i miejscu poproszę.

Ps. grecko-polski Park, którego zachęcający opis był zwodniczy, pierwszy film tego festiwalu, z którego po godzinie wyszłam.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

NIE KONSUMUJMY FILMBURGERÓW

Emocje rosną.